Ostry debiut

Nie mam zaufania do książek, które noszą etykietkę „bestselleru”. Z prostej przyczyny – rzadko się zdarza, żeby takie książki, rozchwytywane w tysiącach egzemplarzy, były dobrą literaturą. Oczywiście pojawiają się wyjątki. Chociażby w Polsce wielką furorę zrobił genialny „Gnój” Wojciecha Kuczoka, jednak są to sytuacje jednostkowe. Niedawno bestsellerem został okrzyknięty głośny debiut japońskiej pisarki Hitomi Kanehary „Języki i kolczyki”. Młoda prozaiczka za tę powieść otrzymała najbardziej prestiżową w swojej ojczyźnie nagrodę literacką im. Ryonosuke Akutagawy (odpowiednik rodzimego Nike, amerykańskiego Pulitzera, brytyjskiego Bookera i francuskich Goncourtów).

Języki i kolczyki - Hitomi KaneharaimagesNa kartach książki poznajemy historię dziewiętnastoletniej Lui, jej chłopaka Amy oraz ich znajomego Shiby-Sana. Pasją nastolatki są kolczyki, których ma na sobie całkiem sporo,  a jej marzeniem jest rozdwojenie języka, tak by przypominał język węża. Czytelnik wkracza w świat piercingu, brutalności, perwersyjnego seksu i przemocy.

Lui spotyka Amę w jednym z nocnych barów. Tak rozpoczyna się ich znajomość, która opiera się na wspólnym mieszkaniu, seksie i… No właśnie, potwierdza się stara zasada, że zawsze komuś zależy bardziej. Lui nie jest w stanie zdefiniować swojego stosunku do Amy, zaś ten z pewnością ją kocha. Bohaterka, poza rozdwojeniem języka, marzy również o tatuażu na plecach, który ma przedstawiać smoka. Tatuaż ma wykonać przyjaciel Amy, Shiba-San. Wcześniej jednak na oczach Lui, Ama masakruje na ulicy mężczyznę, który ją zaczepiał,               i robi to bez mrugnięcia okiem. Już przy drugim spotkaniu Shiba i Lui oddają się sadomasochistycznym igraszkom w łóżku, o których nie ma pojęcia Ama. Przy okazji alkohol leje się strumieniami przez całą książkę. Zakończenie nie jest happy endem.

Cała ta historia nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Sądzę, że jeżeli ktoś parę razy napisze w swoim utworze „chuj” lub „cipa”, a dla jego bohaterów seks będzie taką samą czynnością jak palenie papierosa, to nie jest to literatura wysokich lotów. Stanę jednak wśród obrońców „Języków i kolczyków”, ponieważ kiedy zamknąłem książkę, miałem wrażenie, że pod tym beznamiętnym seksem, sadomasochizmem, przemocą, alkoholem jest jakieś olbrzymie wołanie o miłość. Wg mnie potrzeba miłości jest w tej powieści bardzo wyraźnie zaznaczona. Lui wie, na co się decyduje i czego chce. Jednak jej problem jest natury całkiem egzystencjalnej. Ona wciąż szuka swojego miejsca, próbuje różnych rzeczy, by w końcu znaleźć to, czego chce. Ale nie znajduje. Cierpi.

Mam bardzo podobne skojarzenia jak Adam Gawęda, który w swojej recenzji porównał książkę do opowiadań Alberta Camusa. Poszukiwanie swojego miejsca w świecie, tu akurat  w świecie popkultury, wpisuje się w ciąg literatury egzystencjalnej. W dodatku wielką zaletą tej powieści jest to, że została napisana niesamowicie sprawnym literacko językiem. Czyta się znakomicie. Kanehara demaskuje również swoją ojczyznę. Japonia, „kraj kwitnącej wiśni”, kojarzona zazwyczaj z pracoholizmem, porządkiem, stylowym malarstwem, w powieści jawi się jako smutna wyspa cierpiących ludzi, zakleszczonych we wszechobecnej popkulturze.

Osobiście jestem zdziwiony, że w naszym przywiślańskim Kaczystanie „Języki i kolczyki” zebrały pozytywne recenzje. Jak już wspomniałem, nie jestem fanem tej książki. Nie zabieram też głosu czy zasługiwała ona na nagrodę im. Ryonosuke Akutagawy, jednak sądzę, że jest warta lektury.

Jakub Rawski